opowiadania
Wolny Etat
(napisane około 1996r, wydrukowane w biuletynie którejś szedariady)
Turyści
Dzięki Ci Boże, odeszły! Banda wścibskich bytów wypełniająca mój mózg postanowiła opuścić go o 5.44 nad ranem. Jakież to wspaniałe uczucie, nie macie pojęcia!
Piłem właśnie herbatę z cytryną i gapiłem się w kąt pokoju. Umysł pracował ociężale i jakoś koślawo. Zupełnie niespodziewanie poczułem jakby oleista ciecz wypełniająca wnętrze czaszki zaczęła powoli spływać w dół. Ale to nie żadna maź, tylko Oni. Nie pierwszy już raz wykorzystali mnie jako chwilowy przystanek na swej drodze, noclegownię i jadłodajnię w jednym.
Kochanie
Mała dziewczynka usłyszała królika kręcacego się w klatce za szybą. Krzyknęła do mamy:
- Kup mi królisiaaa! obiecałaś że mi kupisz pod choinkę!
Weszły do pachnącego trocinami i zanętą sklepiku i kupiły zwierzątko. Dziewczynka poczuła że ma ono zimne uszy i szybko bijące serduszko. Królik ugryzł ją w dłoń.
- Jakiś ty przestraszony - zmartwiła się. - Wezmę cię do domu i dam jeść i pić i będziesz mógł biegać po całym mieszkaniu!
Nic WIęcej
(napisane około '96, poprawiane w '99)
Mikroelelektrody pobudziły moją korę mózgową dokładnie o piątej trzydzieści. Z głośników nad łóżkiem popłynął szum o specjalnej częstotliwości pomagającej w rozbudzaniu. Ze ściany wyskoczyła zimna, srebrna taca. Na niej to co zwykle: zestaw witamin w napoju, zastrzyk z jakiegoś świństwa, sztuczne tosty ze sztucznym dżemem (oczyszczony z wszelkich szkodliwych substancji) i kubek sejfti, czyli bezpiecznej herbaty. Gdy zacząłem jeść głośniki ożyły i głos numer 18 (pamiętam je wszystkie) zaczął przedstawiać plan dnia:



Ostatnie odpowiedzi